Co??? Znowu mam tyle lektur do przeczytania?! To jest chore!  Znowu będę musiał ślęczeć przed tymi książkami. Czy już kiedyś tak pomyślałeś? Nie? (skąd się w takim razie urwałeś???) Tak? Ten wpis jest dla jednych jak i dla tych drugich (choć ciężko o tych wcześniejszych). Mimo, iż należę do osób, które z przyjemnością siedzą nad książką, to sam nie lubię lektur. A czym jest to spowodowane?
Hm… Na pewno tym, że są to przymusowe książki. Wiele osób unika szerokim łukiem jakiejkolwiek lektury, czytając różne ściągi, opracowania (pozdrawiam kolegę, który nigdy nie przeczytał do końca książki od 5 klasy – zazwyczaj kończyło się na tym, że na sprawdzianie wiadomości pytał się mnie co i jak, gdyż ja zawsze przeczytam lekturę). A jak czyta się takie streszczenia to tym bardziej pogłębia się „nienawiść” do książek. Wiem, że ktoś może powiedzieć – ale to właśnie dla takich są lektury, bo trzeba ich zachęcić do czytania. Zgadzam się z tym.

Lektury są dla młodzieży, aby ją zachęcić do czytania. Aby poznała „słowo pisane”. No i żeby wiedziała o różnych sprawach związanych z życiem. A kto najbardziej na tym traci? Ktoś taki jak ja – osoba, która chciałaby czytać sobie spokojnie ciekawą książkę, a nie może, ponieważ ma zadanych xx lektur (ja mam dokładnie 30). Dać przykład? Ależ proszę: ostatnio pewna osoba pożyczyła mi grubą książkę autorstwa Tolkiena i tu mam problem. Co prawda powiedziała mi, że mogę ją długo trzymać, ale w tym tempie to MOŻE przeczytam ją do grudnia (dla jasności – dała mi ją w sierpniu). Z kolei ktoś inny może powiedzieć, że są osoby, które czytając „poza szkołą” czytają opowiadania czy książki dla „małolatów”. I tu znów błąd. Ja znam osobę młodszą od siebie, która przeczytała już dość dużo książek. Co do tych opowiadań dla małolatów – ta sama osóbka przeczytała trylogię Tolkiena – a to za przeproszeniem bierze się na studiach (mam tam przecieki i wszędzie porozsyłanych agentów – ogólnie chciałbym zaznaczyć, że osoby które czytają poza szkołą to najczęściej czytają książki raczej zawyżone, a nie zaniżone jak dla siebie i swojego wieku). Więc ja gdy się dowiedziałem, że mam 30 lektur to miałem zamiar (kilku kolegów gotów było się przyłączyć) zrobić zamach na życie naszej „ukochanej” polonistki (niestety nie powiodło się – gdy uzbieraliśmy kasę to akurat mój osobisty płatny zabójca, który zdjął dla mnie kilku nauczycieli w podstawówce, wyjechał do Ameryki po większą kasę – oby wrócił).

Wiem, że to niestety się nie zmieni, gdyż zbyt dużo ludzi nie lubi książek. Nawet mało jest takich osób w mojej klasie (max 10 osób na 32 – a wiedzcie, że mam „oczytanych” kolegów). I przez to myślę, że nigdy się to nie zmieni…