Erich Fromm urodził się w roku 1900 w rodzinie rabinackiej i mieszkał we Frankfurcie nad Menem. Wbrew życzeniom rodziców, Erich podjął studia na wydziale filozofii tamtejszego uniwersytetu. Na decyzję tą pewnie miało wpływ pochodzenie Fromma i czasy w jakich żył – narastający nacjonalizm niemiecki i jego silny składnik antysemicki. Dlatego też filozof głównie skupiał się na psychologicznych podłożach działań człowieka, później z resztą w stolicy ówczesnych Niemiec cesarskich studiował właśnie psychologię. Z czasem stało się to jego głównym zainteresowaniem. Fromm był zdecydowanie jednym z bardziej znanych przedstawicieli grona uczonych w Instytucie Badań Społecznych Uniwersytetu Frankfurckiego. W tym kręgu znajdowali się m.in. Herbert Marcuseg, Theodor Adron, Max Horheimer, a także Jürgen Habermas. Jego uwagę skupiły przede wszystkim psychoanaliza, którą chciał złączyć pewnymi tezami marksistowskimi. W książce „Beyond the Chains of Illusion” tak pisał o swoim stosunku do dziedzictwa Karola Marksa i Zygmunta Freuda: „Zajmuję się w tej książce zarówno Marksem, jak i Freudem. Z tego jednak, że zestawiam ich imiona razem, można pomyśleć, że traktuję ich jako myślicieli tej samej wielkości i o tym samym znaczeniu historycznym. Pragnę jednak zaraz wyjaśnić, że tak nie uważam. Nie ulega bowiem wątpliwości, że Marks jest postacią o światowej doniosłości i z jego rolą nie da się porównać znaczenia Freuda”. Starał się być wierny Freudowi, ale nie znaczy to, że nie wprowadzał do psychoanalizy swoich zmian. Wręcz przeciwnie. Jakkolwiek zgadzał się, w niektórych aspektach z Freudem, tak bardzo często podważał jego autorytet i czasem miał zupełnie inne poglądy niż jego poprzednik. Fromm dał początek filozoficznej antropologii formułując metodę badawczą, a ściślej pewnej postawy intelektualnej, która łącząc w jedną całość różne elementy freudyzmu i marksizmu miała wyjaśnić źródła psychologiczne i społeczne ludzkiej samotności i agresji. Metoda ta zwana jest przez Fromma psychoanalizą humanistyczną.

W poniższym artykule nie będę opisywać dogłębnie dzieła „Ucieczki…” a raczej sam życiorys filozofa i kilka słów o jego przekonaniach. Więc teraz troszkę o samej filozofii Freuda. Nie da się ukryć, że choćby nie wiem jak się Erich starał, tak w końcu w swoich rozprawach zejdzie na temat niemieckiego nazizmu, okupacji hitlerowskiej itd… Trudno się dziwić, był Żydem, mieszkał w Niemczech, na pewno łatwego życia nie miał. Na dodatek taka okupacja pasowała jak ulał do jego przemyśleń. Otóż znaczenie wolności dla człowieka. Erich Fromm na początku „Ucieczki od wolności” opisuje jak na przestrzeni wieków ludzie walczyli o swoją wolność, dominację nad przyrodą, zwierzętami, a teraz, kiedy w końcu tą wolność mają – uciekają od niej. Pierwsze zdania brzmią następująco: „Historia Europy i Ameryki, począwszy od końca wieków średnich – to dzieje wyłaniania się człowieka jako jednostki”. „Człowiek nie powinien zbyt wiele zastanawiać się nad tym, czym jest”. Ależ oczywiście, że powinien się zastanawiać. Moim skromnym zdaniem im więcej człowiek wie o sobie, a co za tym idzie zastanawia się kim jest, tym lepiej potrafi dostosować się do społeczeństwa, bez psychonerwicy w konsekwencji. Fromm uważa, że tym, czego człowiek boi się najbardziej jest totalna samotność. Dlatego też właściwie MUSI przystosować się do społeczeństwa. I teraz pojawiają się dwie możliwości takiego przystosowania:

przystosowanie statyczne – to taka adaptacja wzorów, w której całą struktura charakteru pozostaje nie zmieniona, przyswajamy za to nowy nawyk. Za przykład takiego przystosowania Fromm podaje np. zmianę chińskiego sposobu jedzenia na sposób zachodni, z użyciem noża i widelca. „Chińczyk, który przybywa do Ameryki, przystosowuje się do nowego wzoru, ale adaptacja ta sama w sobie wywiera niewielki wpływ na jego osobowość, nie rodzi nowych dążności ani cech charakteru”.

przystosowanie dynamiczne – taki rodzaj adaptacji, jaki zachodzi np. „(…) wtedy kiedy chłopiec ulega nakazom swego surowego, grożącego mu karą ojca i – zbyt przelękniony, by czynić inaczej – staje się „grzecznym” chłopcem. Podczas tego przystosowania się do konieczności narzuconej sytuacją coś się w nim dzieje. Może się rozwijać w nim ostra wrogość do ojca, którą tłumi, gdyż zbyt niebezpiecznie byłoby dawać jej wyraz, a nawet ją sobie uświadamiać. A jednak owa tłumiona wrogość, choć nie manifestowana na zewnątrz staje się w strukturze charakteru chłopca czynnikiem dynamicznym. Może zrodzić nowe lęki i w ten sposób doprowadzić do jeszcze głębszej uległości; może też wywołać nieokreślony bunt, który nie będzie skierowany przeciw nikomu w szczególności, raczej przeciwko życiu w ogóle.” – wedle Fromma, każdy przypadek nerwicy jest konsekwencją takiego przystosowania.

Wiedząc o tych dwóch rodzajach przystosowań wyodrębnionych przez Fromma, człowiek staje przed wyborem: albo zespoli się ze światem w spontanicznym akcie miłości i twórczej pracy (co jest zdecydowanie zdrowsze), albo będzie szukał bezpieczeństwa w takiej więzi ze światem, która oznacza utratę wolności i dezintegrację osobowości własnej. Od siebie mogę jeszcze dodać, że człowiek może w ogóle się nie zespalać i wtedy wsadzą go do czubków.

Teraz właściwie wypadało by się zastanowić co Fromm rozumie przez słowa „spontaniczny akt miłości i twórczej pracy”. Właściwie nie zastanawiałabym się nad tym, gdyby nie pewna inspirująca osoba. Obiecałam jej, że przestudiuje w miarę możliwości tekst Fromma i wytłumaczę to. Teksty Fromma nie należą do najprostszych, ale chyba znalazłam odpowiedź. Otóż człowiek czy chce czy nie chce musi jeść, spać, pić, chronić się przed wrogami. Jest to jego natura, której nie powstrzyma i są to czynności wymagane do przetrwania. Żeby jeść i pić musimy mieć pieniądze, żeby sobie żywność kupić. Do spania też potrzebne są odpowiednie warunki. Nietrudno się domyślić, że chodzi tu o pracę. Człowiek musi pracować, żeby mieć pieniądze. Ergo: musi pracować żeby przetrwać. Jednym słowem – musi zaspokoić swoje potrzeby. I to łączy go ze społeczeństwem. To go łączy z innymi ludźmi. Potrzeby. Potrzeba miłości i uczucia, strach przed osamotnieniem też zbliża do ludzi. I to przystosowuje do społeczeństwa. Jest to przystosowanie zdrowe, bo wynikające z naturalnych potrzeb, a nie – szukanie bezpieczeństwa w więzi zatracającej osobowość.

Po co nam przystosowanie? Otóż, jak wspomniałam wcześniej, człowiek boi się samotności. Samotności fizycznej, z której wynika samotność moralna. Będąc pod czyimś kierowaniem, nie trzeba ponosić odpowiedzialności za swoje czyny, nie trzeba podejmować decyzji i brać z nich konsekwencji. Ktoś decyduje za nas. Tak jak katolik, w czasie gdy nie wie co zrobić posługuje się dekalogiem, tak jak człowiek ulicy rządzi się prawami swojej paczki, tak samo człowiek jako człowiek bezpieczniej czuje się będąc pod czyimś panowaniem. Stąd, według filozofa, łatwość w popadaniu ludu pod okupację hitlerowską. To jest myśl przewodnia „Ucieczki od wolności” i wielu innych rozpraw Fromma. Inne jego dzieła traktują np. o tym, że istnieje jeszcze szansa na to, że to człowiek stanie się władcą technologii, a nie technologia władcą człowieka.

Finalizując: niewątpliwie poglądy Fromma są ciekawe i godne zainteresowania. Ale są to również poglądy kontrowersyjne – ja osobiście z wieloma się nie zgadzam, ale zawsze dobrze wiedzieć, że tak też na świat możemy patrzeć…