Dlaczego ludzie chcą pisać i blogować? Niemała część moich znajomych pisze jakiegoś bloga. Publikują tam jakieś opowiadania, relacje, wiersze, czasami artykuły poradnikowe, częściej jest to jakby dziennik ich życia. Co niektórzy przeszli nawet na wyższy poziom wtajemniczenia i zaczęli tworzyć własne książki. Rozmawiają o tym, porównują pomysły, itd. Śmieszne, ale wszyscy tę swoją bazgraninę traktują śmiertelnie poważnie. Nie chcę ranić uczuć osób posiadających talent, ale kiedy patrzę na urodzonych matematyków silących się nad kolejnym rymem częstochowskim w kolejnym marnym wierszu, ogarnia mnie pusty śmiech. I powraca pytanie – po co? Dlaczego ludzie upierają się na siłę, że zostaną pisarzami, poetami lub choćby dziennikarzami? Cóż z tego, że nie mają za grosz tzw. „lekkości pióra” – chcą być artystami. Czy każdy bloger to artysta? Skąd to zainteresowanie pisaniem bloga i zarabianiem na swojej twórczości? Próżność, próba swoich sił w nowej dziedzinie, podążanie za modą czy zwykła próba podreperowania domowego budżetu w taki właśnie, wydający się na pierwszy rzut oka – łatwy, sposób?

Jak zostać artystą pióra lub klawiatury?

Kto by pomyślał, że w kraju takim jak Polska, niezbyt rozwiniętym kulturalnie, w ludziach istnieje potrzeba intymnego obcowania z różnego pokroju muzami? Śmiem twierdzić, że przywodzi ich do tego nic innego, jak prozaiczne „widzimisię” oraz splendor związany z wykonywaniem tego, a nie innego zawodu. I nie chodzi mi tutaj o duże nagrody, ale jakiej tajemniczości dodamy sobie, kiedy na pytanie nieznajomego „Czym się zajmujesz?” , będzie można odpowiedzieć „Jestem pisarzem / poetą / blogerem”. I zaraz otoczy nas aura tajemniczości, bo rozmówcy najpewniej przeleci przez głowę kilka nazwisk wielkich autorów – Mickiewicza, Słowackiego, Wyspiańskiego, a tuż za nimi obraz uduchowionego lekkiego szaleńca, z którym trzeba się liczyć. Czyż nie istnieje taki właśnie stereotyp? Kto z nas wyobraża sobie Mickiewicza z łopatą w ręku przy robotach w ogródku albo Sienkiewicza na zakupach w Biedronce? Lubimy wizerunek osoby nieodgadnionej, nie przywiązującej wagi do spraw ziemskich, inteligentnej. Jak by na sprawę nie patrzeć – tak najczęściej oceniamy pisarzy (chyba, że mamy do czynienia z autorem rozprawki o giełdzie, tudzież wywodów na temat rozwoju gospodarczego krajów trzeciego świata). Słowem, są dla nas w jakiś sposób niepospolici. To działa jak magnes…

Mamy więc już pysznego autora, który zapomina o jednym – tzw. natchnieniu, niezbędnym do napisania czegoś ładnie i składnie. Zaczynają się schodki. Cierpię fizycznie na myśl o redaktorach muszących czytać znamienną liczbę prac takowych ludzi (nie wyłączam siebie z tej grupy). Chwała, jeżeli się po jakimś czasie owi pisarze zrażą i zajmą się czymś, co umieją lepiej. Cóż jednak zrobić, gdy trafimy na uparciucha. Ano nic, na takiego nic nie podziała. Każdą porażkę będzie traktował jako złośliwość losu, każdy wydawca odrzucający wypociny tegoż stanie się jędzowatym gburem. Trochę śmieszne, zakrawa jednak bardziej na farsę niż na komedię. Co innego w przypadku prowadzenia bloga. Tutaj oceniającym nie jest jedna osoba, ale odwiedzający stronę. Jeśli twórczość się podoba to i czytelnicy się znajdą. Wszystko weryfikuje rynek internetu.

Pisząc jednak poważnie, hołduję zasadzie, że do pisania nie należy nikogo zachęcać, a raczej na odwrót. Krytykowany pisarz umacnia się w swoich poglądach i stara się być coraz lepszym. Chwalony – często spoczywa na laurach, przekonany o swoim niepospolitym talencie przestaje pracować, rozwijać się. W taki sposób może wypaczyć się nawet bardzo dobrze pisząca osoba. Ludzie mają bowiem przekorną naturę, uwielbiają pochwały. Ja popieram przede wszystkim konstruktywną krytykę, która daje zazwyczaj najlepsze rezultaty.

Cały ten artykuł mógłbym odnieść do różnych zawodów, podając tylko inne przykłady zachowań i wizerunków, chodzi mi bowiem o jedno właściwe zagadnienie – czemu staramy się być innymi niż w rzeczywistości? Może wynika to ze zwykłej fanaberii, ja skłaniam się ku tezie, że muszą mieć oni niską samoocenę i silne problemy z samoakceptacją. Nie lubiąc siebie, nie możemy być prawdziwi. Rozwiązań szukamy na różne sposoby. Przyklejanie etykietki poprzez wykonywanie pewnego zajęcia, z którym wiążą się cechy, jakie sami chcielibyśmy posiadać chyba nie jest najlepszym rozwiązaniem. Dlatego teraz widząc następnego „grafomana” już się nie śmieję. Bo sprawa może być poważniejsza niż myślę…

Z drugiej strony to dobrze, że ludzie oddają się jakimś zajęciom twórczym. Nie każdy jest w stanie rozwinąć swoje umiejętności do wyższego poziomu, ale czy to aż takie ważne? Może lepiej coś napisać co drugi dzień niż siedzieć co wieczór bezmyślnie przed telewizorem czy komputerem? Tak więc mimo lekko negatywnego oddźwięku tego artykułu zachęcam wszystkich do choćby założenia swojego bloga (np. na darmowej platformie wordpress.com, blox.pl czy blogger.com) i pisania na tematy leżące w kręgu zainteresowań danej osoby. Kto wie co z tego wyniknie po latach. Może nic, a może właśnie coś?