Stephen King w książce „Udręka małych dzieci” (Suffer the Little Children) opowiada o nauczycielce imieniem Sidley, która zawsze budziła wśród uczniów szacunek i wręcz grozę. Ale wkrótce sytuacja miała się zupełnie odmienić…
Panna Sidley miała swój mały sekret – gdy stała w klasie tyłem do dzieci, a przodem do tablicy, w swoich grubych okularach widziała co się za nią dzieje. Zawsze, gdy ktoś żuł na lekcji gumę, czy grał w okręty w ostatniej ławce ona zawsze o tym wiedziała. Dzieciaki myślały, że babka ma niesamowity instynkt i wszystko o nich wie. Zawsze gdy spojrzała na niegrzecznego bachora ten niemal sztywniał ze strachu i był pod jej kontrolą. Nikt na jej lekcji nigdy nie odważył się szeptać, czy podśmiewać. Jednak któregoś dnia uczeń imieniem Robert rozgryzł tajemnicę panny Sidley… Niby nic takiego, a jednak od tamtej pory życie tej nauczycielki stało się koszmarem… Kiedy przechodziła korytarzem wszystkie rozmowy cichły i słychać było tylko szepty i chichoty. Potem dzieci zamieniały się na jej oczach w obrzydliwe potwory, a szczególności Robert, który ciągle jej przypominał, że nie jest sam, że jest ich więcej. Po tym zdarzeniu Sidley wzięła sobie wolne.

Gdy po jakimś czasie wróciła do szkoły była przygotowana… Miała przy sobie rewolwer, który wykorzystała na jednej z lekcji. Zabrała Roberta do sali z kopiarkami i po prostu go zastrzeliła będąc pewną, że nie jest on już tym dzieckiem co kiedyś, tylko paskudnym, bezlitosnym potworem, którego trzeba zlikwidować. W ten sposób zabiła dwanaścioro dzieci… niewinnych. Pannę Sidley jak można było się spodziewać zamknięto do szpitala psychiatrycznego, skąd po roku wypuszczono ją na próbę… Do dzieci. Weszła do pomieszczenia z dziećmi (przez cały czas była obserwowana przez psychiatrę), lecz nie wytrzymała tam długo – prosiła by ją wyprowadzono. W nocy kobieta poderżnęła sobie gardło kawałkiem lusterka. Opowiadanie to kończy się bardzo istotnymi słowami: Po tym zdarzeniu Buddy Jenkins (jej psychiatra) coraz baczniej obserwował dzieci. W końcu nie mógł oderwać od niech wzroku. No cóż… Może coś w tym jest…?

Wpis o tematyce:

  • udręka malych dzieci